Inżynier pisze powieść: o tym, co musiałem oduczyć się w pierwszej kolejności
Programista nawykł do dokumentowania każdej decyzji. W literaturze to trucizna.
Przez osiemnaście lat pisałem dokumentację techniczną. Kiedy zacząłem pisać prozę, robiłem to samo — tylko z bohaterami zamiast funkcji.
Moje pierwsze rozdziały były idealne pod względem logicznym i martwe pod względem literackim. Każde zdanie wykonywało swoje zadanie. Żadne nie miało duszy.
Największa lekcja, jaką wziąłem od mojego redaktora: "Tomasz, czytelnik nie potrzebuje wiedzieć, jak to działa. Potrzebuje poczuć, że to jest prawdziwe."
To zdanie zrujnowało mi cztery gotowe rozdziały i uratowało całą powieść.