Dlaczego twardemu sci-fi potrzeba dziś więcej humanizmu
Przez lata myślałem, że nauka wystarczy. Potem zacząłem dostawać maile od czytelników.
Kiedy pisałem "Algorytm", byłem przekonany, że solidna fizyka i spójna ekstrapolacja technologiczna wystarczą do napisania dobrej powieści. Miałem rację co do połowy.
Druga połowa — ta, której nauczyłem się dopiero od czytelników — to pytanie: dlaczego mi na tym zależy? Nie fikcyjnemu bohaterowi. Mnie, autorowi. Co mnie obchodzi, czy AI przejęła rządy nad miastami w 2087?
Okazuje się, że mnie obchodzi to samo, co każdego: czy będziemy samotni. Czy ktoś nas zrozumie. Czy nasze życie będzie miało sens w świecie, który zmienia się szybciej niż potrafimy przetworzyć.
Twardemu sci-fi nie brakuje pomysłów. Brakuje mu odwagi do pytania o rzeczy, których naukowcy nie zmierzą.