Dlaczego mitologia słowiańska jest przyszłością fantasy
Zachodnie fantasy od dziesięcioleci żyje Tolkienem. Ale jest cały kontynent nieodkrytych mitów tuż za naszą granicą.
Kiedy zaczęłam pisać "Mgłę nad Wisłą", nie miałam pojęcia, jak bardzo polska mitologia jest niespenetrowanym terenem.
Wielki świat fantasy od lat krąży wokół tych samych motywów — elfy z Tolkiena, smoki z Sapkowskiego, nordyckie runy w każdej drugiej serii. Tymczasem Słowianie zostawili po sobie bogactwo, o którym zachodnie wydawnictwa dopiero zaczynają się uczyć.
Strzygi, południce, utopce — to nie są postacie z drugorzędnego folkloru. To archetypy ludzkiego lęku, tak samo silne jak Beowulf czy Odyn. Różnica polega na tym, że nikt jeszcze nie zbudował na nich porządnego, nowoczesnego świata fantasy z prawdziwymi konsekwencjami i moralną niejednoznacznością.
To jest szansa dla nas — polskich autorów. Mamy dostęp do materiału, którego zachodni twórcy szukają latami w bibliotekach akademickich.